Zdaniem Bena Scotta-Robinsona, współzałożyciela firmy Small Robot Company, zastosowanie na masową skalę robotów pozwoli w dużej mierze uniezależnić się od orki i wjazdu na pola ciężkich ciągników. Hodowla przy pomocy maszyn doprowadzi do spadku środków, jakie rolnicy muszą wydać na pestycydy.  Twórcy twierdzą, że mogą zwiększyć dochody z rolnictwa uprawnego nawet o 40%, a koszty produkcji nawet o 60%. Zwinność robotów rolnych oznacza, że ​​małe gospodarstwa o zwartych polach nie będą już w gorszej sytuacji.

Będą to wymierne korzyści dla środowiska. Ograniczone zostanie wymieranie pszczół, zwiększy się populacja ptaków, która drastycznie zmalała na terenach rolniczych zwłaszcza po drugiej stronie oceanu.

Przykładem może być pielenie laserowe. W tej chwili robot może być tak zaprogramowany, by odróżniał około 800 rodzajów chwastów. Mały robot może niszczyć natychmiast każdy z nich. Globalne opryskiwanie pola staje się wtedy czynnością zbędną.

W Wielkiej Brytanii duże ilości zbiorów marnują się z powodu braku rąk do pracy. Szczególnie w przy takich czynnościach jak pielenie, które jest nie tylko żmudne i mało płatne, ale też używane do tych celów pojazdy niszczą część upraw.

- Istnieje pilna potrzeba automatyzacji tych zadań – mówi Paul Harter, dyrektor operacyjny startupu Earth Rover. Jego firma pracuje nad wykorzystaniem technologii stosowanych w łazikach marsjańskich dla robotów rolniczych.

W przyszłym roku na farmach zacznie pojawiać się maszyna do odchwaszczania laserowego Earth Rovera, z automatycznym zbiorem brokułów po około 2021 roku. Od czasu referendum w UE brytyjscy producenci żywności już doświadczyli niedoborów siły roboczej. Brexit może spotęgować te problemy.

Roboty w rolnictwie już mają zastosowanie. Na przykład w USA zbierają sałatę i truskawki. We Francji przycinają winorośl. Są zdigitalizowane systemy karmienia kurcząt, maszyny do dojenia krów. Czas, by mogły one wyręczać człowieka nawet w małych gospodarstwach.

 

Źródło: The Guardian